Oddychanie. Coś tak oczywistego, że przez długi czas w ogóle się nad tym nie zastanawiałem. Biegasz – oddychasz, proste. Im szybciej biegniesz, tym szybciej łapiesz powietrze. Przynajmniej tak mi się wydawało. Aż do momentu, kiedy w moje ręce trafiła książka „Tlenowa przewaga” Patricka McKeowna.

Na początku byłem do niej nastawiony dość sceptycznie. Oddychanie nosem, mniejsza ilość powietrza, poprawa wydolności? Brzmiało to trochę jak kolejna teoria, która dobrze wygląda na papierze, ale niewiele wnosi do codziennego biegania. Mimo wszystko zacząłem czytać – i im dalej byłem, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak bardzo zaniedbywałem ten element treningu.
McKeown w prosty sposób pokazuje, że oddychanie to nie tylko automatyczny proces podtrzymujący życie, ale narzędzie, które może realnie wpłynąć na wyniki sportowe, regenerację i ogólne samopoczucie. Książka opiera się na metodzie Butejki, ale autor podaje ją w bardzo przystępnej formie, bez nadmiaru medycznego żargonu. Są konkretne przykłady, są badania, ale przede wszystkim są praktyczne ćwiczenia, które można od razu wdrożyć – również podczas biegania.
Najbardziej otwierające oczy było dla mnie zwrócenie uwagi na przewlekłą hiperwentylację. Coś, co dotyczy wielu biegaczy, a często jest mylone z „brakiem kondycji”. Zamiast ciągle próbować biegać szybciej i mocniej, McKeown zachęca do zwolnienia, uspokojenia oddechu i nauczenia organizmu lepszego wykorzystania tlenu. Paradoksalnie – mniej powietrza, więcej kontroli.
Po lekturze zacząłem zwracać uwagę na to, jak oddycham podczas spokojnych rozbiegań, jak reaguję na wysiłek i jak szybko wracam do normalnego oddechu po treningu. Nie był to nagły przełom z dnia na dzień, ale raczej proces. Z czasem zauważyłem większy komfort biegu, mniejsze „zatykanie” i lepszą kontrolę tempa – szczególnie na dłuższych dystansach.
„Tlenowa przewaga” to nie jest książka, która obiecuje cud w tydzień. To raczej zaproszenie do zmiany nawyków i spojrzenia na bieganie z innej perspektywy. Dla jednych będzie odkryciem, dla innych potwierdzeniem tego, że warto zwracać uwagę na detale. Jedno jest pewne – po tej książce trudno już traktować oddychanie jako coś drugorzędnego.
Jeśli biegasz, trenujesz regularnie albo po prostu chcesz lepiej rozumieć swoje ciało – to pozycja, obok której trudno przejść obojętnie. Dla mnie to jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale do których się wraca. I to nie raz – najlepiej przed kolejnym spokojnym wybieganiem, kiedy zamiast przyspieszać, warto po prostu… oddychać lepiej.

